Homeless people on their pets: 'she saved me as I saved her’

Heather, 22, Seattle

zanim znaleźliśmy Poppy, nie czułam się, jakbym miała po co się obudzić. Przechodziłem ciężki okres w moim życiu i nie dbałem o siebie. Byłem bezdomny, ponieważ moi rodzice kazali mi opuścić nasz dom rodzinny w czerwcu 2016 roku i byłem tak nieszczęśliwy w mojej sytuacji. Wszędzie, gdzie pójdę, ludzie unikają mnie i każą mi odejść.

Pokaż więcej

w marcu zeszłego roku spacerowałam po centrum Seattle z moim chłopakiem, kiedy zobaczyliśmy grupę facetów z dwoma psami. Krzyczeli na jedną z nich, a ona drżała i najwyraźniej się bała. Poszłam do sklepu i kiedy wyszłam, mój chłopak miał psa. Byłem zdezorientowany. Powiedział do mnie: „dokonałem życiowego wyboru bez ciebie; zatrzymamy psa.”Zapłacił chłopakom za nią 5 dolarów.

to był dla mnie moment otwierający oczy, żeby odpowiednio na nią spojrzeć. Podniosła głowę spojrzeniem, które mówiło: „proszę, nie rób mi krzywdy.”Miała wystające żebra, pchły, brakujące plamy sierści i nie mogła prawidłowo chodzić. Owinąłem ją w kurtkę jak małe dziecko i obiecałem, że już nigdy nie pozwolę jej skrzywdzić. I to jest moja obietnica dla niej do końca życia. Nazwaliśmy ją Poppy po babeczce z makiem, którą próbowała zjeść na chodniku.

Heather na maku: „Widok jej w takim stanie przypomina mi o szczęściu również w prostych sprawach.”Zdjęcie: Annabel Clark / The Guardian

przenieśliśmy się ze spania w drzwiach do namiotu. Przestałem kraść jedzenie ze sklepów, kiedy byliśmy zdesperowani.; Nie chciałem iść do więzienia za coś głupiego i ryzykować jej utraty. Złożyłam podanie o kartki żywnościowe, a teraz kierownik sprawy pomaga mi dostać się na listę mieszkań i zarejestrować Poppy jako zwierzę służbowe, abyśmy byli chronieni przed rozłamem .

ludzie komentują, że nie powinienem być na ulicy z psem. Ale prawdopodobnie mają błędne przekonanie, że nie jest pod opieką. Dwa razy w miesiącu misja Unii Gospel prowadzi bezpłatną opiekę nad zwierzętami. Karmię ją w określonych porach pokarmami, które weterynarz powiedział mi, że zapewnią jej zdrowie. Dostaję pieniądze na jej jedzenie od panhandling. Jest ze mną 24 godziny na dobę. Budzi się tak podekscytowana każdego ranka i cieszy się z najmniejszych rzeczy, jak toczenie się po trawie lub nawet po prostu ładna pogoda. Patrzenie na nią w takim stanie przypomina mi o szczęściu w prostych sprawach. W moim umyśle jest małym aniołkiem, który uratował mnie tak samo jak ja uratowałem ją.

Kate Fraser Daley, 39, Portland, Oregon

Kate Fraser Daley z psem, Tenny, i jej córką w Portland, Oregon. Fotografia: Annabel Clark/The Guardian

kiedy moja rodzina stała się bezdomna w czerwcu ubiegłego roku, przez pewien czas mieliśmy z nami Tenny, nasz Czteroletni mix chihuahua-terrier, a przez pewien czas był z przyjaciółmi rodziny. Ale był taki smutny, kiedy byliśmy osobno. Były chwile, kiedy nie jadł i po prostu chciał spać. Jego szczęśliwego szczęścia tam nie było.

byliśmy w tym samym mieszkaniu od 10 lat, więc zmiana była naprawdę trudna dla wszystkich. Postanowiliśmy wysłać nasze dwa koty, Płatek śniegu i rękawiczki, do domu innego przyjaciela. W ciągu pierwszego tygodnia śnieżynka wydostała się i uciekła. Mój mąż miał złamane serce. Rok i samo wspominanie jej imienia wciąż jest dla niego bardzo emocjonalne. Mittens zmarł, gdy nasi przyjaciele się przeprowadzili.

„”Zdjęcie: Annabel Clark / The Guardian

kiedy przenieśliśmy się do schroniska, Tenny stał się niezwykle opiekuńczy wobec nas wszystkich. Bycie częścią mobilnej jednostki rodzinnej jest trudne dla psa, ponieważ wszędzie staje się ich terytorium do ochrony i nie ma prawdziwego domu. Jesteśmy w schronisku dla 25 rodzin. Wszystkie rodziny śpią na pryczach w jednym dużym pokoju i możemy tam być tylko od 18: 00 do 8: 00. Ale Tenny nigdy nie jest zadowolony z naszego otoczenia. Jego szczekanie stało się nieustanne, a on jest złośliwy. Chyba się nie uspokoi, dopóki nie wrócimy do mieszkania. Wtedy nie będzie musiał biegać po całym mieście, próbując chronić swoją rodzinę przed światem, co nie jest pracą psa.

wiem, że to dla niego niesprawiedliwe. Staramy się dać mu całą miłość, jaką możemy i pomóc mu przez to przejść. Mój mąż i ja rozmawialiśmy o tym, czy będziemy musieli zabrać go z powrotem do schroniska. Nie możemy pozwolić sobie na pozew i nie chcemy ryzykować, że zostanie uśpiony, jeśli kogoś ugryzie. Ale powiedziałam mężowi: „nie rezygnujemy z naszej rodziny.”Pracujemy nad wejściem do mieszkania i zobaczymy, jak się uspokoi, gdy znów będzie miał własną przestrzeń do ochrony.

Richard Dyer, 52, Seattle

Richard Dyer ze swoimi fretkami Ricky i Tiny w Seattle. Zdjęcie: Annabel Clark / The Guardian

moje dwie fretki nazywają się Ricky i Tiny. Mam Ricky ’ ego od pięciu lat. Uratowałem go, gdy zobaczyłem, jak ktoś szedł z nim po ulicy i szarpał go na łańcuchu. Mam Tiny ’ ego od prawie trzech lat i uratowałem go po tym, jak ktoś wyrzucił go do lasu. Początkowo oboje byli płochliwi ze względu na sposób, w jaki byli traktowani, ale teraz są szkoleni na smyczy i kuwety.

od dziecka chciałem mieć fretki jako zwierzęta domowe. Dorastałem w Fort Payne w Alabamie, i mieliśmy je na naszej ziemi, ale były tak szybkie, że nigdy nie można ich złapać.

od roku jestem bezdomny; to nie pierwszy raz, ale pierwszy raz od dłuższego czasu. Moja zona i ja mieszkalismy w mieszkaniu, a czynsz wzrosl o $150. Nie mogliśmy sobie na to pozwolić i nie mieliśmy dokąd pójść, więc nie mieliśmy wyjścia. Teraz mieszkamy w namiocie. Przychodzę do Centrum, kiedy fretkom nie ma jedzenia.

„Fotografia: Annabel Clark / The Guardian

Większość schronisk nie dopuszcza zwierząt. Ale i tak nie narażałbym swojej rodziny – są pełne narkotyków, chorób i wszy. Jesteśmy w zatwierdzonym obozie, który jest wspierany przez kilka agencji i mamy elektryczność. Płacimy 60 dolarów miesięcznie, żeby tam być, a nasi sąsiedzi w obozie uwielbiają fretki.

jakiś czas temu zdiagnozowano u mnie chorobę dwubiegunową i miałam myśli samobójcze. Ale od kiedy mam te fretki, nie mam żadnych skłonności samobójczych. Łagodzą mój stres. Podchodzą do mnie za każdym razem, gdy dzwonię, a Tiny zawsze depcze mi po piętach, nigdy nie spuszcza mnie z oczu. Moją ulubioną rzeczą w nich jest to, jak się ze sobą bawią. Nie mogą być osobno; ich więź jest wspaniała.

Ryan Mikesell, 37, Hillsboro, Oregon

Ryan Mikesell Mieszka ze swoimi zwierzętami w przyczepie kempingowej zaparkowanej w Hillsboro, Oregon. Zdjęcie: Annabel Clark / The Guardian

kiedy czuję się przytłoczona niepokojem, mój Mini Labradoodle, Josie, wspina się na moją klatkę piersiową, aby mnie uspokoić. Nie przyjmie odmowy. Ona na to: „śmiało, powiedz mi, żebym wysiadła. Nie obchodzi mnie to.”Mam zespół stresu pourazowego, a jej robienie tego jest dla mnie mechanizmem uziemienia. Ja coś czuję, a ona po prostu to wyczuwa. Jest jak moja bratnia dusza w psiej formie. Mój terapeuta ją kocha.

moje zwierzęta to moja rodzina. Najstarszy jest Jamie, Jack Russell-chihuahua dostałem jedenaście lat temu, kiedy mieszkałem w domu z moim byłym partnerem. Jamie urodziła dwa mioty, a ja trzy jej szczenięta. W sumie mam pięć psów i mojego kota, kolego, który znalazłem porzucony w alejce dziewięć lat temu.

jestem bezdomny od 8 lat. Dorastałem w Olympii w stanie Waszyngton, ale moi rodzice byli bardzo agresywni i nie chciałem być w ich pobliżu, więc wyjechałem do Oregonu. Mam agorafobię i silny lęk. Mam również cukrzycę i muszę mieć lodówkę, aby móc zdrowo się odżywiać. Mieszkam w kamperze, którego nie mam gdzie na stałe zaparkować. Kiedyś było tak, że tak długo, jak regularnie przeniósł swój pojazd, można zaparkować w wielu miejscach. Ale odkąd nowy burmistrz Portland objął urząd, możesz dostać mandat i zostać odholowany w 20 minut. Zadzwoniłem na Facebooku, że potrzebuję miejsca do parkowania na pół roku, a kobieta zaproponowała mi podjazd, gdzie teraz jestem.

Ryan Mikesell: „Moje psy są moją odpowiedzialnością i nie ma mowy, żebym pozbył się żadnego z nich.”Fotografia: Annabel Clark / The Guardian

odpowiedzialność za opiekę nad moimi zwierzętami utrzymuje mnie czasami przy życiu. Jamie urodziła swój drugi miot w kamperze. Karmienie ich sprawiło, że zachorowała, a ja musiałem wziąć butelkę. Karmienie wszystkich pięciu szczeniąt Zajęło mi godzinę I musiałam to robić co drugą godzinę w ciągu dnia i nocy. To było szalenie wyczerpujące i trwało kilka miesięcy. Moi przyjaciele próbowali pomóc, ale szczenięta nie chciały jeść dla nikogo poza mną. Myślę, że zostały odciśnięte, bo byłem przy porodzie.

wszyscy śpimy razem na moim łóżku. Każdy ma swoje miejsce i lubi na zmianę na poduszce obok mnie. Jamie zawsze ma preferencje, ponieważ jest szefem; wszyscy ją szanują. Każdy z nich ma tak różne osobowości. Josie zdecydowanie łamie lody, gdy poznajemy nowych ludzi. Spędzam z nimi tyle czasu, że nauczyłem się wielu ich manier. Mogę powiedzieć, co myślą i często śmieję się z moich przyjaciół, udając, że robią swoje głosy.

posiadam kartę kredytową na ubezpieczenie zdrowotne. Teraz się opłaca, a ja wariuję na myśl o kolejnej ustawie. Ale moje psy są moją odpowiedzialnością i nie ma mowy, żebym pozbyła się żadnego z nich.

  • możesz przekazać darowiznę Ryan tutaj
  • Udostępnij na Facebooku
  • Udostępnij na Twitterze
  • Udostępnij przez e-mail
  • Udostępnij na LinkedIn
  • Udostępnij na Pintereście
  • Udostępnij na WhatsApp
  • Udostępnij na Messenger

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.